Czym jest wiara? - okiem katoliczki, apel do tych, co przestali wierzyć, bo księża są ,,źli"

Ostatnio troszkę myślałam o wierze. Rozmawiałam z kilkoma ateistami o wierze, religii, kościele i uderzyło mnie to, w jaki sposób oni mówią. ,,Nie wierzę, bo księża są tacy i tacy.", ,,Kiedyś wierzyłam, był nawet taki fajny ksiądz, a teraz to nie ma dobrych ludzi, to po co wierzyć" i inne podobne teksty. I wiecie co? To jest aż przerażające. Przerażające jest to, że te osoby wierzyły kiedyś tylko dlatego, że kogoś lubiły. A kiedy im powiedziałam, że dla mnie na mszy najważniejszy jest Chrystus w Eucharystii, a nie ksiądz, to patrzyły te osoby na mnie jak na kosmitę... A potem miałam myśli, czy to, że im się tak opinia o kościele znacząco obniżyła (mam na myśli opinię o księżach), to czy to nie był sprawdzian Pana Boga? Wygląda to dla mnie tak, jakby się pytał: ,,A ty? W co wierzysz? We mnie? Czy w ludzi?"

Przede wszystkim należy się skupić na relacji z Bogiem. Na modlitwie, na rozmowie, na Bogu. Nie na księżach. Ani na grzechach. Ani tym bardziej na kazaniu! Zupełnym zaskoczeniem jest dla mnie informacja, że msza jest fajna, gdy kazanie fajne. Przecież to dziwne. Najważniejsze w kościele jest kazanie...każdy, kto tak myśli, powinien zastanowić się raczej, kim jest dla niego Jezus. Bo jeżeli kazanie jest najważniejsze, to Jezusa w nim często nie ma jako osoby...bo przecież czeka na nas w Eucharystii. I to w Eucharystii, w niebiańskim chlebie na nas czeka i prosi, by mógł w nas zamieszkać. I to właśnie jest istota mszy świętej - połączenie z Bogiem, z niebiańską liturgią i spoczynek Boga w nas! A nie kazanie...Św. Jan nie zapisał, że Jezus powiedział ,,Kto będzie słuchał kazania, to będzie żył na wieki", ale ,,Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we mnie, a ja w nim, będzie żył na wieki. Ja jestem Chlebem Żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto ten chleb spożywa, będzie żył na wieki". Zobaczcie, jaki wielki skarb czeka na nas w Kościele! Jezus Chrystus...czy kazanie i ksiądz?

Teraz będzie ciężej, bo o księżach. Obecnie jest kryzys, nie wiem na ile duży. Media co rusz bombardują nas złymi informacjami odnośnie księży, że są źli, pedofile, geje i co tam jeszcze. Aha, wygórowane ambicji, niemili, no i pazerni na kasę. NIE NAM TO OCENIAĆ. Po pierwsze, kto pierwszy jest bez grzechu, ten niech rzuci kamień! Po drugie, miłosierdzie dla grzeszników, wybaczcie każdemu, ale jeśli jesteś księdzem, to nikt ci nie wybaczy...(bardzo to miłosiernie brzmi, prawda?). Po trzecie, ksiądz jest narzędziem. Nieważne, czy narzędzie jest ostre, czy stępione, wciąż jest narzędziem. Do czego? Do rozdawania komunii, do spowiedzi, do bycia pomiędzy nami, a Bogiem. To powołanie, to życie. Ksiądz wskazuje na NAJWYŻSZEGO KAPŁANA CHRYSTUSA. I to Chrystus jest w centrum, nie ksiądz! I wiecie co jest najlepsze? Tak wiele mówimy złych rzeczy o księżach, tak bardzo ich obgadujemy, że nawet nie zauważamy, jak szatan się cieszy z tego, że coraz mniej czasu mamy na Boga. Gdy w naszym sercu zaczyna mieszkać obgadywanie, to coraz mniej myślimy o Bogu. Boimy się księży, bo nie są idealni, boimy się kościoła...a po co mi? No, ale co z Bogiem? I co z naszą relacją? Czy wyobrażacie sobie, że wasz mąż czy żona kupił/kupiła jakieś stare, zepsute narzędzie i się nim cieszy? Na przykład notes, który jest trochę podarty, ale służy. I ma taką radochę, że z niego non stop korzysta. Czy obrazicie się na tę osobę tylko przez notes? I czy zapomnicie o tej osobie, bo notes jest okropny? Bo notes powinien być inny? Bo notes jest...i tak cały czas mówicie, a nie zwracacie się do swojej drugiej połówki, ani na nią nie patrzycie...To tak się dzieje, jak mówicie źle o księżach, zamiast patrzeć na Boga. I w ten sposób tracicie wiarę! Bo nie rozwijacie relacji. I nie rozumiecie, że to Bóg jest w centrum, a nie ksiądz. 

Co więcej, nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z tego, w jaki sposób jesteście manipulowani przez media. Obudźcie się. Media specjalnie podają złe informacje o księżach, rozdmuchują problemy do granic absurdu. Znam osobiście przypadki, że pewna osoba tak oczerniła księdza (który nie chciał się zgodzić na alkohol na jakimś festynie parafialnym), że zrobiła wszystko, by uprzykrzyć mu życie. Skłamała, wszyscy jej uwierzyli. Ksiądz miał nieprzyjemności, nie mógł już udzielać Komunii Świętej, był zawieszony i niewinny. Potem w sądzie się okazało, ze kobieta kłamała...no ale co z tego? Nikt tego i tak nie sprostował, kłamstwo i oszczerstwa poszły w świat... Skoro opinia publiczna już wie, jacy są księża, to co z tego, że dużo jest nieprawdziwych informacji? W te prawdziwe i tak nikt nie uwierzy.

 Zauważyliście, że w mediach nie ma ani jednej dobrej informacji o księżach? Nie słyszymy, co zrobili dobrze, tylko są podawane, często oszukane i nieprawdziwe, złe informacje, takie, które sprowadzą konflikt i każą wam zwątpić w księży, a więc ostatecznie i w Boga. Ostatnio słyszałam o księżach, którzy pomogli biednym, o księdzu, który opatrzył rany bezdomnemu. Zaraz pewnie usłyszę, że to i tak nieważne, bo ksiądz X zrobił to i to. 

Zobaczcie też, że droga kościoła jest drogą Chrystusa. Kościół idzie na Kalwarię, by umrzeć na krzyżu, tak jak Chrystus. Zatem ten atak (na kościół), który wciąż się nasila, to nic innego jak ataki złego ducha na tych, co idą na krzyż. Kościół, najprawdopodobniej, zostanie ukrzyżowany, tak jak Chrystus, niezależnie od tego, jak bardzo media będą podawały nieprawdziwe, albo i też prawdziwe, informacje. To, że tak często słyszymy narzekania na kościół, to potwierdza tylko to, że kościół kroczy drogą Kalwarii. A naszym zadaniem, zadaniem katolików, jest trwać w kościele, pomimo trudności. Nie uciekać spod krzyża, bo my idziemy za Chrystusem, jesteśmy w Kościele, tym samym, w którego jest Centrum. Dopóki Najświętsza Ofiara jest sprawowana, dopóki Przeistoczenie jest na mszy, to nasze miejsce jest przy Chrystusie, w Kościele. Tylko w Nim, z Nim i przez Niego. Bo tylko wtedy będziemy żyli w prawdzie. 

Nie jest ważne to, jak bardzo ludzie się z nas, katolików, śmieją. Jak bardzo uważają nas za głupich. To nie jest ważne. Bo liczy się Chrystus. Jedyna i niepowtarzalna miłość. Chrystus to Oblubieniec, jest KIMŚ, to prawdziwa osoba, to cudowny mężczyzna i nieograniczony Bóg. Możemy z nim rozmawiać, wchodzić w relację, zbliżać się do Niego, stawać się takim, jak On, czyż to nie jest piękne?

Zauważcie też, że Bóg jest BOGIEM RELACJI. Bóg jest w trzech osobach, nie w jednej. Bóg jest Bogiem miłości, relacji. Jemu jedna osoba nie wystarczy, miłość nie może być przeznaczona dla jednej osoby, ale dla wielu - dlatego stworzył nas - ludzi. I to też jest przyczyna dla której powinniśmy być w kościele, we wspólnocie. Nikt nie jest sam. Jesteśmy razem. Bóg nie powiedział ,,idź i siedź w pokoju i się módl", ale ,,idźcie i głoście", ,,nauczajcie". On nie mówił ,,wiara tylko dla was. Nie rozmawiajcie z nikim". Nie. Chrystus zachęcał do wspólnoty, do rozmowy. Dlatego wiara nie powinna być sprawą prywatną! Zamkniętą w czterech ścianach. Wiara powinna być osobista. Dla każdego inna, bo ona świadczy o relacji z Stwórcą.

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca moich wypocin pisanych późną nocą. Jestem świadoma, że to, co napisałam, to jedynie krótkie muśnięcia motyla po jakże głębokich i trudnych tematach. Będę broniła swojego stanowiska do końca, dlatego, jeśli ktoś z was jest gotowy na polemikę ze mną, to zapraszam :) 

Miłej nocy wszystkim i owocnych rozmyślań!

Komentarze

  1. Zgadzam się w pełni :) Dodałbym tylko że jak ktoś myśli że odchodzi od wiary bo mu się ksiądz nie podoba to się myli, nie miał jej od początku, a jeśli miał to jego wiara była jak dom zbudowany ze słomy, wiatr zawiał i dom się zawalił.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz