Szkaplerz Karmelitański - po co i na co? cz. 2
Witajcie ponownie :)
Czym jest dla mnie szkaplerz? Może wypiszę to w punktach, by było czytelniej.
- to obietnica troski Maryi, którą odczuwam w różnych wydarzeniach swojego życia
- to dotyk jej płaszcza, uczucie bycia chronioną i wiara w to, że Maryja mnie prowadzi do Jezusa
- to zawierzenie Maryi
- to postępowanie na wzór Maryi, aby tak, jak ona być pokorną służebnicą Pana
- to przede wszystkim moja deska ratunku - gdy mam silne pokusy, gdy się boję, to Ona (Maryja) jest przy mnie
- to zapewnienie, że nawet, jeśli ja z Niej zrezygnuję i ściągnę szkaplerz, to Ona nigdy mnie nie porzuci. Jej obietnica jest wieczna, moja niestety się chwieje (raz miałam silną pokusę, by ściągnąć szkaplerz. Słyszałam w głowie: ,,Jesteś złą katoliczką, po co go nosisz? Obrażasz Maryję..." I gdy ściągnęłam szkaplerz, to się źle czułam. Jakbym to nie była ja. Więc założyłam szkaplerz z powrotem i powiedziałam tak: ,,Maryjo, proszę, jak masz mnie dość, to ze mnie zrezygnuj. Ale ja nigdy sama z siebie z Ciebie nie zrezygnuję.";
- to też w pewnym sensie poprawa życia. Nie umiem tego logicznie wytłumaczyć, ale odkąd założyłam po raz pierwszy szkaplerz, to stopniowo, z roku na rok, zaczęłam się więcej modlić, naprawdę słuchałam Boga, pogłębiłam z Nim relację - coś niesamowitego, przerwałam związek, który wpływał na mnie destrukcyjnie, w różańcu odnalazłam siłę do walki z jednym ciężkim grzechem...nie są to spektakularne rzeczy i zmiana mojego życia następuje bardzo powoli, ale głęboko wierzę, że Maryja jest przy mnie i mnie cały czas wspiera. Jakbym nie miała pomocy ,,z góry", to bym nie była kim nie jestem;
- to także zapewnienie, że Maryja mnie kocha;
- to ochrona. Miałam ostatnio sen o szkaplerzu, który był, według mnie, prawdziwy, gdyż będąc w śnie, wiedziałam, że to sen od Boga i że to sen. Szkaplerz to była kopuła dookoła mnie - dużo różnych złych rzeczy, pokus w postaci małych czarnych złośliwych postaci i wszystkiego co najgorsze próbowało się do mnie dostać. Jednak przez tę kopułę bardzo niewielu się to udawało. Dodatkowo śniło mi się później (to był ciąg zdarzeń), że czekałam w czyśćcu aż pójdę do nieba. Czekałam, a w tym czasie ja sama (albo też moja pycha, jak zwał tak zwał) się zmniejszałam - powoli w dół. Działo się to zgodnie ze słowami Pisma ,,Potrzeba, aby On we mnie wzrastał, a ja się umniejszał". I wtedy przyszła po mnie Maryja, zgodnie z obietnicą zawartą w przyjęciu szkaplerza i dochowaniu czystości. Ona po mnie przyszła. Sama. Matka Boska Szkaplerzna z Góry Karmel. Dokładnie ta. Gwiazda Morza... Nie potrafię wyrazić słowami ani swojej pewności, ani swojej wdzięczności. Choć nachodziły mnie różne myśli przedziwne odnośnie moich snów, to jestem pewna, że ten jest prawdziwy, i poświadczam, że to jest prawda. Maryja ratuje z czyśćca i o nikim nie zapomina. Dla mnie to było niesamowite;
- to również dowód mojej miłości i oddania się Bogu przez ręce Maryi;
- to powiedzenie, że chcę być chrześcijanką do końca życia. Ale przede wszystkim chcę czegoś więcej. Pragnę Boga
- i na sam koniec coś, co was zdziwi. Gdy przyjęłam szkaplerz, to nie czułam się najlepiej i naprawdę daleko było mi do chrześcijanki żyjącej zgodnie z zasadami kościołami. Nazwałbym siebie ,,wybiórczą chrześcijanką", co polega na wybraniu tego, co mi się podoba i zakwestionowaniu przeszkadzających mi rzeczy. Początkowo trzymałam się tylko modlitwy ,,Pod Twoją obronę" i starałam się wyjść z jednego grzechu. Żadnych innych zobowiązań typu: ,,uczestnictwo w świętach karmelitańskich", ,,naśladowanie Maryi", ,,poznawanie duchowości karmelitańskiej" nie wypełniałam. Było to dla mnie za dużo. Jednak miałam pewność, że Maryja jest przy mnie. I Ona o mnie nie zapomniała. Nie wiem, jak to się stało, że się zmieniłam. Nie wiem, kiedy, ale ziarnko do ziarnka i wzięłam udział nie tylko w Święcie Matki Boskiej Szkaplerznej, ale również w nowennie przed świętem. Mogę ten punkt podsumować jedynie tak: jak się boisz zobowiązań, to ufaj Maryi. Ona cię poprowadzi i przekonasz się, że się zmienisz wewnętrznie. Może to będzie nagła zmiana, albo powolna, ale będzie. Wierz tylko, nie zdejmuj szkaplerza, trwaj przy Maryi, a Ona to doceni.
To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że nieco bardziej zrozumieliście, czym jest szkaplerz dla mnie. Jeśli czytacie tutaj to, co piszę, a macie szkaplerz i się w tym nie odnajdujecie, to nie przejmujcie się. Pamiętajcie o tym, że każda droga jest. Każdy ma inną ścieżkę do przejścia i dla każdego ważne jest coś innego. :)
Wiele dobra :)


Komentarze
Prześlij komentarz