Kim jest Aslan? cz.4 ,,Książę Kaspian"

    Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego Narnia została napisana w taki, a nie w inny sposób? Dlaczego każda książka, każda część ,,Opowieści z Narnii" ma inny klimat? I czym tak naprawdę te tomy między sobą i się różnią i co je wszystkie razem łączy, albo co dzieli? To jest bardzo ciekawe pytanie, zachęcające niewątpliwie do refleksji. Bo nie tylko Aslan, ale również symbioza życia ludzi i zwierząt, to są elementy, co łączą. Mimo to, każdy tom, każda część jest niepowtarzalna, opowiada o czymś innym. Jeśli tak, to co jest istotą Aslana w ,,Księciu Kaspianie"? Kim On jest?

Można powiedzieć, że jest On kimś, na kogo się czeka. Że jest On wybawicielem, poruszycielem, że dzięki niemu, zło zostaje pokonane, a Narnia jest odzyskana. To Aslan budzi zwierzęta, to Aslan ustanawia Kaspiana Królem, to Aslan ma decydujący głos. Jednak nie to przychodzi, przynajmniej mnie, na pierwszą myśl, jak myślę o tej części. Jest coś więcej, a właściwie mniej. Przede wszystkim mam przed oczami jedno słowo: brak. Niesie ono ze sobą tyle negatywnych skojarzeń i tyle emocji. Brak Aslana odczuwany jest w ,,Księciu Kaspianie" bardzo silnie. Najpierw nie ma Go, gdy rodzeństwo Pevensie wraca do Anglii. Nie ma tam Lwa. On nikogo nie ratuje - Narnia pogrąża się w chaosie, zostaje napadnięta przez Telmarów i... rozpoczynają się prześladowania. Zwierzęta boją się, uciekają, kryją się w swoich kryjówkach, drzewa zapadają w sen. Niektórzy zapomnieli, kim są, stracili tożsamość, co jest scharakteryzowane jako zapomnienie mowy ludzkiej - kilka zwierząt straciło mowę. Gdzie był Aslan? Dlaczego im nie pomógł? Ciekawe pytanie, pozostawiające pole do przemyśleń. Jednak, nie to jest istotą moich rozważań, dlatego porzucę je w przestrzeni.

Kiedy Kaspian korzysta z rogu Królowej Zuzanny i sprowadza rodzeństwo spowrotem do Narnii. I co dalej? Gdzie jest Aslan? Czemu róg nie sprowadził Aslana? Dlaczego On nie dawał znaku życia? I tutaj następuje jeszcze ciekawsza kwestia. Łucja widzi Go, jako jedyna. Chce iść za Nim, ale zostaje przegłosowana. I wtedy rodzeństwo i Zuchon (pół karzeł, który był ich kompanem) się gubią coraz bardziej. Mimo, że myślą, że dobrze postępują, tak naprawdę są zgubieni. Idą po to, by oszukać samych siebie, że gdzieś jest wyjście. Wtedy Aslan śni się Łucji. Ona wstaje i idzie i, co ciekawe, Go znajduje. On daje jej jedną, jasną wskazówkę. Ma iść, obudzić wszystkich i ZA NIM podążać. Jak rodzeństwo jej nie posłucha, to trudno. Ma iść sama. I ona to robi. Budzi wszystkich i mimo tego, że pozostałym nie do końca podoba się ten pomysł, mimo marudzenia Zuzanny, przekonuje wszystkich, by za nią szli. A ona podąża za Aslanem. Następnie Aslan powoli pozwala się zobaczyć. Najpierw Eustachemu, potem Piotrowi, na końcu Zuzannie i Zuchonowi. I to jest bardzo ciekawe, że w takiej kolejności. On im odpowiada na ich pragnienia wewnętrzne, na to, co mają w swoich sercach. Później dziewczyny zostają z Lwem, a chłopcy i Zuchon dołączają do Kaspiana i uczestniczą w przygotowaniach do wojny. Wszystko się nagle układa, Narnijczycy zwyciężają i hurra, następne zwycięstwo,

Skoro, gdy Aslan się pojawił, wszystko się unormowało i stało się lepsze, to dlaczego nie mógł pojawić się wcześniej? Dlaczego dopiero wtedy się ułożyło, gdy oni zaczęli iść za Nim? I jak to mamy odnieść do wiary? Według mnie, Aslan czeka. On nie pozostaje bezczynny, ale chce, by to dzieci wykonały pierwszy krok. By to one zaczęły Go szukać, a nie tylko o Nim pamiętały. On pragnie tego, by ich kroki były skierowane ku Niemu. Nie chce im wyjawić żadnego planu. Chce tylko, by były mu posłuszne, by to w Nim szukały oparcia, by szły za nim, mając za przewodniczkę nadzieję, ufność i wiarę. By wyszły z własnej strefy komfortu. By uczyniły krok naprzód, by uwierzyły Mu, a nie tylko Jego planom. By poddały się Jego woli, nie wiedząc tak naprawdę, co się z nimi stanie. By ten krok podążania za Nim wyrażał ich ufność, wielką ufność w stosunku do Niego. On nie chce ich pierwszy odnaleźć. On chce ich nauczyć, że to oni muszą wykonać ten pierwszy krok. Muszą przekroczyć wszystkie bariery i mu ufać. Dopiero, jak one to uczynią, to wtedy On będzie działał za nich. 

Czytałam ostatnio książkę o św. Stefanie Wyszyńskim, kardynale tysiąclecia, prawdziwym księciu wśród wszystkich biskupów. I wiecie co mnie uderzyło? Właśnie to, że on także wyszedł ze swojej strefy komfortu. Postanowił zawierzyć się całkowicie Bogu przez Maryję. Soli Deo per Mariam. Jedynemu Bogu zawierzył siebie, każdy swój krok, każdą swoją myśl. I to dzięki temu jego życie wydało przepiękne owoce. Ale nie tylko On tak postąpił. Każdy święty, w różnych okresach swego życia, powierzył się całkowicie Bogu, nie znając planów Boga względem siebie. I to jest tak bardzo podobne do tego, co uczyniła Łucja z Narnii. Ona nie wiedziała dokąd ją Aslan prowadzi, nie wiedziała, ale ufała, że On ma plan, że On im pomoże, zwłaszcza wtedy, gdy jedynym jej argumentem było to, że go widziała przez krótką chwilę. Ona również podążyła za Nim, nie wiedząc dokąd idzie. I to jej zawierzenie, jej droga, jej ufność, uratowała wszystkich Narnijczyków. Gdyby nie jej decyzja, że Aslan jest najważniejszy, że ona dojdzie za Nim gdziekolwiek ją nie poprowadzi, to On by nie pomógł Narnii. Chociaż...może by pomógł, ale rodzeństwo nie uczyniło by tak dużego kroku naprzód. Tak olbrzymiego kroku w swojej wierze, czyli wyboru nie tego, co im się wydawało dobre, ale pójścia za Aslanem w nieznane, niezależnie od tego, że nie znali konsekwencji swojej decyzji, ani nie wiedzieli, co robią. Jedyną ufność pokładali w Aslanie. Ich wiara dojrzała. 











Komentarze

  1. Rozumiem że jest potrzebna wiara, i duże zaufanie. Ale czy najpierw nie potrzeba jakiejś wiedzy, choć minimalnej żeby zaufać? Bo przecież nie ufamy wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak. Potrzeba. Weź pod uwagę, że to była próba rodzeństwa Pevensie, które w 1 części Narnii ,,Lew, Czarownica i Stara Szafa" i w 5 części Narnii ,,Koń i jego chłopiec" poznały Aslana, widziały, co potrafi zrobić i zebrały o Nim dość dużą wiedzę :) Tylko, że Aslanowi to nie wystarczyło. Chciał, by poszły krok dalej. By, mając w pamięci, to co było, zaufały mu, gdy nie miały żadnych podstawach do rozumienia Jego planu działania. On chciał, by oni mu zaufali, mimo że nie wiedzieli co On zamierza, na podstawie tego, co zdziałał wcześniej. Jednym słowem: czy ufają mu na tyle, by iść za Nim w nieznane? Czy wciąż są w tym punkcie, że potrzebują znaków i dowód i wiedzy na temat tego, co zrobi, by mu zaufać.

      Usuń
    2. Ciekawa odpowiedź, dziękuję! zwłaszcza ostatnie zdanie. Czyli to nie jest do końca ślepa wiara, ma swoje podstawy, tylko wymaga zaufania.

      Usuń
    3. Podstawy powinny być zawsze. Owce idą za pasterzem, bo znają pasterza, a pasterz ich.

      Usuń

Prześlij komentarz