Jak chronić czystość przedmałżeńską i po co?
Czystość przedmałżeńska to przeżytek. Po co właściwie ona jest? I tak większość śpi ze sobą, bo się kochają. Dużo osób teraz mieszka przed ślubem. Trzeba się sprawdzić, nie? Po co ta ciemnota wciska nam jakąś czystość? Po co? Czy to ma sens? I wogóle....to przecież wbrew naturze, wszyscy mogą, a ja nie?
Jestem przekonana, że większość katolików ma problem z szóstym przykazaniem. ,,Nie cudzołóż". Mając w pamięci słowa Jezusa ,,Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" (Mt 5, 28), to aż się włos jeży na głowie. Po co wogóle ten zakaz? Czemu nie mogę współżyć przed ślubem?
Pierwsza rzecz, jaka mi się nasuwa, to przede wszystkim słowo ,,przykazanie" i ,,zakaz". Warto pamiętać, że słowa wyryte w dekalogu to miłość. To przede wszystkim wielka miłość. Przykazania pokazują sposób postępowania: rób tak, a będzie dobrze ci się wiodło. Szanuj matkę, by w przyszłości twoje dzieci cię szanowały. Nie kradnij, bo działasz na niekorzyść bliźniego. A miłość przecież powinna rosnąć, a nie maleć. Nie rób tego, bo stanie ci się krzywda. I z takiej perspektywy należy patrzeć na czystość przedmałżeńską. ,,Nie rób tego, bo nie spodziewasz się, jaki efekt będzie to miało dla ciebie", ,,Miłości nie trzeba udowadniać, ale ją pokazywać" Kto ma większą miłość do drugiej osoby? Ten, co współżyje z ukochaną osobą, czy ten co mówi: nie, ja cię nie tknę aż do ślubu? Zobaczcie na to. Pierwsza osoba idzie za swoim nieokiełznanym pragnieniem. Chce ona przyjemności. A druga? Druga chce rozwagi, szczerości w tym, co robi. Chce uświęcenia związku. Dlatego powstrzymuje swoje pragnienia. W imię miłości i troski o duszę drugiej osoby, odrzuca przyjemność. Wybiera dobro drugiej osoby nad swoje. I ta osoba, która odrzuca pragnienie przyjemności dla drugiej osoby, stawia tą drugą na pierwszym miejscu, a więc miłuje ją. Zobaczcie, jakie to dziwne i wbrew naturze. Ale czemu wbrew naturze? Co się takiego stało, że natura zwariowała? Albo, że my ją inaczej pojmujemy?
Grzech pierworodny. Zamiast umiłowania Boga, pierwsi rodzice umiłowali zmysłowość. Ewa i Adam wybrali pragnienie, poznali ,,dobro i zło". A dlaczego? Bo popełnili grzech i po nim zrozumieli, czym jest grzech, bo go doświadczyli. To ich skalało. Przeczytajcie poniższy fragment z ,,Poematu Boga - Człowieka", który bardzo dobrze to obrazuje. (Poemat Boga - Człowieka jeszcze nie ma imprimatur, ale tam nie ma nic sprzecznego z Biblią, wiele osób wypowiedziało się bardzo pozytywnie na ten temat. Są to słowa podyktowane przez Jezusa Marii Valtorcie, która przykuta do łóżka, pisała to, co jej Jezus, Maryja i inni mówili. Jestem przekonana, że to jest prawda. Znacie to uczucie, że coś jest prawdziwe i zgodnie? Jak macie wątpliwości, to módlcie się dużo do Ducha Świętego, do Boga, sięgnijcie po inne komentarze do Księgi Rodzaju, poszukajcie, a zobaczycie, że grzech pierworodny to pycha, to umiłowanie zmysłowości).
Oto ten fragment ze strony: http://www.objawienia.pl/valtorta/valt/v-01-024.html
,,Czyż nie czytacie w Księdze Rodzaju, że Bóg pozwolił człowiekowi panować nad wszystkim, co jest na ziemi, wyjąwszy Boga i Jego sługi – aniołów? Czyż nie jest tam napisane, że Bóg uczynił niewiastę, żeby była towarzyszką mężczyzny w radości i w panowaniu nad wszystkimi istotami żyjącymi? Czy nie czytacie, że wolno im było jeść wszystko, oprócz owoców z drzewa poznania Dobra i Zła? Dlaczego? Jakie głębsze znaczenie mają słowa o “panowaniu”? Co oznacza drzewo poznania Dobra i Zła? (...)
Czyż nie powiedziałem: “Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał Moją naukę, a Ojciec Mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i uczynimy sobie w nim mieszkanie”? (J14, 23) Dusza w stanie łaski posiada miłość. Kiedy zaś ma miłość, posiada Boga, to znaczy Ojca, który ją zachowuje, Syna, który ją poucza, i Ducha, który ją oświeca. Dusza ma więc Poznanie, Wiedzę, Mądrość. Posiada Światło. Pomyślcie tylko, jak wzniosłe rozmowy mogłaby prowadzić z wami wasza dusza. To one wypełniały ciszę więzień, ciszę cel [zakonnych], ciszę w pustelniach i ciszę w pokojach chorych świętych. To one umacniały więźniów oczekujących na męczeństwo, zakonników poszukujących Prawdy, pustelników pragnących już wcześniej poznać Boga, umacniały chorych w znoszeniu – cóż mówię? – w umiłowania swego krzyża.
Gdybyście umieli zadać pytanie waszej duszy, powiedziałaby wam, że znaczenie prawdziwe, dokładne i głębokie słów odnoszących się do stworzenia: “niech panuje”, jest następujące: “Człowiek powinien mieć władzę nad wszystkim – nad wszystkimi trzema sferami swojego bytu: nad sferą najniższą, zwierzęcą; nad sferą pośrednią, moralną; nad sferą najwyższą, duchową. A wszystkie trzy niech zwraca ku jedynemu celowi, którym jest posiadanie Boga.” Na posiadanie Go zasługuje się przez zdecydowane panowanie [nad sobą], które trzyma w uległości wszelkie siły [naszego] ja i czyni je służebnicami tego jedynego celu, jakim jest zasłużenie sobie na posiadanie Boga.
[Wasza dusza] powiedziałaby wam, że Bóg zabronił człowiekowi [spożywania owoców z drzewa] poznania dobra i zła. Dobrem Bóg darmo obdarzył Swe stworzenia. Co zaś tyczy się zła, to [Bóg] nie chciał, byście je znali. Jest ono bowiem owocem słodkim dla podniebienia, lecz gdy jego sok dostanie się do krwi, przynosi gorączkę, która zabija i wywołuje silne pragnienie. Im więcej pije się tego zwodniczego soku, tym bardziej się go pragnie.
Wysuniecie zastrzeżenie: “Dlaczego więc tam je umieścił?” Dlaczego? Otóż zło jest siłą, która zrodziła się samorzutnie, jak pewne straszliwe choroby, atakujące najzdrowsze ciało. Lucyfer był aniołem, najpiękniejszym z aniołów, duchem doskonałym, niższym jedynie od Boga. Jednak w jego świetlistym bycie zrodził się opar pychy, której nie tylko nie rozproszył, lecz nawet ją umacniał, wysiadując ją. Z tego wylęgania zrodziło się Zło. Istniało przed człowiekiem. Bóg strącił z Raju przeklętego Wylęgającego Zło – tego, który kalał Raj. Pozostał on jednak wiecznym Wylęgającym Zło, który – nie mogąc już kalać Raju – skaził ziemię.
“Widząc, że owoc tego drzewa był dobry do zjedzenia, piękny dla oka i przyjemny z wyglądu, zerwała go i skosztowała.” I “zrozumiała”. Przez nią mężczyzna zbuntował się przeciwko Bogu, poznał rozwiązłość i śmierć. Z jej powodu nie umiał już zapanować nad trzema swoimi królestwami: nad sferą duchową, bo pozwolił, by duch był nieposłuszny Bogu; nad sferą moralną, gdyż pozwolił się opanować namiętnościom; nad ciałem, ponieważ upodlił je, [poddając] instynktownym prawom dzikich zwierząt.
“Wąż mnie zwiódł” – powiedziała Ewa. “Niewiasta podała mi owoc i zjadłem go” – rzekł Adam. I potrójna pożądliwość ogarnia odtąd trzy królestwa człowieka.
Tylko Łaska może rozluźnić uścisk tego bezlitosnego potwora. I kiedy [Łaska] jest [w kimś] żywa – bardzo żywa, zachowywana coraz bardziej przy życiu przez wolę wiernego dziecka – wtedy udaje mu się zadusić tego potwora i niczego nie musi już więcej się lękać: ani tyranów wewnętrznych, czyli ciała i pożądliwości, ani tyranów zewnętrznych, to znaczy – świata i jego potęg. [Taki człowiek nie lęka się też] ani prześladowań, ani śmierci. Jest tak, jak mówi apostoł Paweł: “Żadnej tej rzeczy się nie lękam ani nie zależy mi ponad miarę na moim życiu, bylebym wypełnił moją misję i posługę, którą otrzymałem od Pana Jezusa, aby dać świadectwo o Ewangelii Łaski Bożej.”
Gdybyście umieli zadać pytanie waszej duszy, powiedziałaby wam, że znaczenie prawdziwe, dokładne i głębokie słów odnoszących się do stworzenia: “niech panuje”, jest następujące: “Człowiek powinien mieć władzę nad wszystkim – nad wszystkimi trzema sferami swojego bytu: nad sferą najniższą, zwierzęcą; nad sferą pośrednią, moralną; nad sferą najwyższą, duchową. A wszystkie trzy niech zwraca ku jedynemu celowi, którym jest posiadanie Boga.” Na posiadanie Go zasługuje się przez zdecydowane panowanie [nad sobą], które trzyma w uległości wszelkie siły [naszego] ja i czyni je służebnicami tego jedynego celu, jakim jest zasłużenie sobie na posiadanie Boga.
[Wasza dusza] powiedziałaby wam, że Bóg zabronił człowiekowi [spożywania owoców z drzewa] poznania dobra i zła. Dobrem Bóg darmo obdarzył Swe stworzenia. Co zaś tyczy się zła, to [Bóg] nie chciał, byście je znali. Jest ono bowiem owocem słodkim dla podniebienia, lecz gdy jego sok dostanie się do krwi, przynosi gorączkę, która zabija i wywołuje silne pragnienie. Im więcej pije się tego zwodniczego soku, tym bardziej się go pragnie.
Wysuniecie zastrzeżenie: “Dlaczego więc tam je umieścił?” Dlaczego? Otóż zło jest siłą, która zrodziła się samorzutnie, jak pewne straszliwe choroby, atakujące najzdrowsze ciało. Lucyfer był aniołem, najpiękniejszym z aniołów, duchem doskonałym, niższym jedynie od Boga. Jednak w jego świetlistym bycie zrodził się opar pychy, której nie tylko nie rozproszył, lecz nawet ją umacniał, wysiadując ją. Z tego wylęgania zrodziło się Zło. Istniało przed człowiekiem. Bóg strącił z Raju przeklętego Wylęgającego Zło – tego, który kalał Raj. Pozostał on jednak wiecznym Wylęgającym Zło, który – nie mogąc już kalać Raju – skaził ziemię.
“Widząc, że owoc tego drzewa był dobry do zjedzenia, piękny dla oka i przyjemny z wyglądu, zerwała go i skosztowała.” I “zrozumiała”. Przez nią mężczyzna zbuntował się przeciwko Bogu, poznał rozwiązłość i śmierć. Z jej powodu nie umiał już zapanować nad trzema swoimi królestwami: nad sferą duchową, bo pozwolił, by duch był nieposłuszny Bogu; nad sferą moralną, gdyż pozwolił się opanować namiętnościom; nad ciałem, ponieważ upodlił je, [poddając] instynktownym prawom dzikich zwierząt.
“Wąż mnie zwiódł” – powiedziała Ewa. “Niewiasta podała mi owoc i zjadłem go” – rzekł Adam. I potrójna pożądliwość ogarnia odtąd trzy królestwa człowieka.
Tylko Łaska może rozluźnić uścisk tego bezlitosnego potwora. I kiedy [Łaska] jest [w kimś] żywa – bardzo żywa, zachowywana coraz bardziej przy życiu przez wolę wiernego dziecka – wtedy udaje mu się zadusić tego potwora i niczego nie musi już więcej się lękać: ani tyranów wewnętrznych, czyli ciała i pożądliwości, ani tyranów zewnętrznych, to znaczy – świata i jego potęg. [Taki człowiek nie lęka się też] ani prześladowań, ani śmierci. Jest tak, jak mówi apostoł Paweł: “Żadnej tej rzeczy się nie lękam ani nie zależy mi ponad miarę na moim życiu, bylebym wypełnił moją misję i posługę, którą otrzymałem od Pana Jezusa, aby dać świadectwo o Ewangelii Łaski Bożej.”
I tutaj, pozwólcie, że skończę. Czyli tak. Przed grzechem wszystko było jasne, a przynajmniej jasne było to, kim jest Bóg, jaki jest Bóg, co jest dobre. Czyż Ewa i Adam nie wiedzieli, co jest dobre, a co jest złe? Czyż w ich duszy nie było pragnienia dobra, nie było pragnienia Boga? A skoro mieli to pragnienie i ZNALI Boga, odwieczną miłość, to czyż nie powinni pragnąć tego, co Bóg? Czyli wybierać dobro? Dlaczego w takim razie tego nie zrobili? Czemu poszli za szatanem? Najpierw Ewa pozwoliła na to, by być kuszoną. Podobało jej się to. Zgrzeszyła, bo chciała być jak Bóg, chciała być Królową - nie miała ZAUFANIA do Boga, WIARY w to, że On chce dobrze. O ironio! Uważała, że wie lepiej....i to doprowadziło do tego, że cały ród ludzki został skalany grzechem pierworodnym. I wcale nam nie jest lepiej. Bo musieliśmy opuścić raj. Dlaczego Bóg wygnał Ewę i Adama? Czyż nie mógł im przebaczyć? I tutaj pojawia się następna pułapka. Pytanie powinno brzmieć raczej: Czy Ewa i Adam byli gotowi na to, by być w raju? Co to za życie, jak oni po grzechu CHOWALI SIĘ przed Bogiem. Nie mogli na Niego patrzeć, wstydzili się. I co powiedzieli? Adam powiedział: ,,Proszę Boga! To wina Ewy, nie moja", a Ewa: ,,O nie, to nie moja wina. To Szatan. Ja go tylko posłuchałam i zrobiłam to, co on mi powiedział". Widzicie tutaj zachowanie dzieci, które boją się wziąć odpowiedzialność za siebie i za własne czyny? ,,Proszę Pani, a Józio zniszczył mi misia", ,,To on zburzył wieżę, nie ja". Następne pytanie brzmi, czy jakby Adam i Ewa zostali w raju, to by nie grzeszyli? O nie. Tak by nie było. Czyż jak my zgrzeszymy, to nie mówimy: ,,już nigdy więcej tego nie zrobię?" I co jest potem? To nigdy więcej zamienia się w ,,nigdy nie mów nigdy". Ale co ciekawe...Bóg powiedział wcześniej ,,z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz" (Rdz 2, 15). Czyli oni znali konsekwencję swojego postępowania. Wiedzieli, co się stanie. Ale dlaczego? Czy Bóg wprowadził jakiś dziwny zakaz? Nie. Po prostu to była konsekwencja grzechu, to był właśnie ten OWOC, który skosztowali. Przyjemny, a jednocześnie gorzki. Oni sami zaciągnęli winę. I nie łudźmy się, jakby nie oni, to ktoś później zrobiłby to.
Ah, zapomniałam. Czasem mam takie momenty, że piszę (lub mówię) jak do osób, które wiedzą mniej więcej to, co ja. Ale jeśli tego nie wiecie, to się nie przejmujcie :) Już tłumaczę :) Każdy ma prawo nie wiedzieć. Pierwsze księgi w Biblii to księgi symboliczne, zwłaszcza Rodzaju (tak na marginesie w staropolskim słowo rodzaj znaczy początek). I tutaj, w Księdze Rodzaju jest RAJ, czyli niebo, tam gdzie jest Bóg. Istnieje również Drzewo Życia (owoce dają nieśmiertelność) i Drzewo Poznania Dobra i Zła. I to nie jest tak, że to takie drzewo i owoce np. jabłka. Nie. To metafora. Metafora grzechu - pewnego obszaru wiedzy do której Adam i Ewa nie mają wstępu. To nie jest POZNANIE DOBRA I ZŁA, ale chęć panowania nad Bogiem. Ten grzech to była pycha w najczystszej postaci. Bóg niech nie mówi mi, co mam robić! Ja sama wiem lepiej!"
Tak, pycha to właśnie jest to, co stoi za tym. Czyż my choć raz w sprawie czystości nie możemy posłuchać Boga? Wiecie, jaka byłaby seksualność w zamyśle Boga? Czyż On nie powiedział ,,bądźcie płodni i rozmnażajcie się"? A czym jest dla nas seksualność? Czyż dla wielu z nas (na pewno nie dla wszystkich) to nie UPODMIOTOWIENIE kobiety i mężczyzny? Czyż szczytem nie jest ZASPOKAJANIE pragnień? Czyż mężczyzna i kobieta nie stają się narzędziami do zaspokojenia tych pragnień? Co miłujemy bardziej: Boga, czy nasze pragnienia?
Zobaczcie też, że człowiek miał panować nad sobą. I my niby panujemy nad wszystkim, a co więcej nawet stajemy się czasami panami życia i śmierci. Naprawdę. A czy potraficie zapanować nad pożądaniem i trochę poczekać z czynnościami seksualnymi?
Czystość to cnota. Ona nie jest celem samym w sobie. Chcę zachować czystość, bo tak mówi Bóg. Okej, zaliczam. To może...chcę zachować czystość, bo tak każe kosciół? Zapomnij o tym, szybciej upadniesz niż ci się zdaję. To, jak trzeba myśleć? Chcę zachować czystość, bo ufam Bogu, bo wiem, że On chce dla mnie dobrze, mimo że często upadam i naprawdę to trudne do zrozumienia. Chcę zachować czystość, nie dla czystości, ale dlatego, by nasze małżeństwo było szczęśliwe. Chcę panować nad pragnieniami zanim zostanę mężem/żoną. Chcę mieć władzę, umieć się powstrzymać. Chcę obdarować najdroższą osobę sobą. Nie chcę być egoistą. Chcę by dostał/dostała to, czego tak długo broniłem/broniłam. Moją niewinność. Nie dlatego, by było przyjemniej, ale dlatego, by wiedział/wiedziała, że umiem panować nad pragnieniami, że JEJ/JEGO ŻYCIE WIECZNE jest dla mnie o wiele ważniejsze, że nie traktuję jej jak przedmiot, że najpierw chcę obgadać to, co jest ważne, a co w wielu małżeństwach staje się przyczyną rozwodów i potem mówią ,,już nawet seks nas nie łączy". I dobrze. On nigdy nie powinien łączyć. Seks powinien potwierdzać miłość wcześniej wyznaną na ołtarzu przed Bogiem. To małżonkowie udzielają sobie nawzajem sakramentu w obecności Boga. To oni ślubują życie względem przykazań. To oni ślubują miłość do końca życia. Czyż współżycie pełnie miłości nie powinno być ukoronowaniem tej chwili? Czyż dopiero wtedy, gdy dusze się połączą w obecności Boga, to dopiero wtedy ciała powinny się złączyć i wydać owoc, czyli dziecko? Czyż miłość czysta, niczym nie splamiona żadną pożądliwością nie jest czymś pięknym?
Tyle się dzisiaj słyszy, że to nienaturalne, żeby czekać do ślubu, ale pokażę wam inną stronę medalu. Zobaczcie na wyniki tych badań. Można przeczytać o nich w ksiażce ,,Psychologia Rozwoju Człowieka" Heleen Bee.
,,Badanie prowadzone w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, i innych krajach Europejskich takich jak Szwecja zgodnie wykazują, że ludzie, którzy mieszkają razem przed ślubem, są mniej zadowoleni z późniejszego związku małżeńskiego niż ci, którzy stworzyli ognisko domowe po sformalizowaniu swego związku, i częściej decydują się też na rozwód."
Zastanawiające, prawda?
Nie wiem, co więcej mam napisać. Dbajcie o siebie, pamiętajcie o tym, by kochać prawdziwie. Pamiętajcie o tym, by wybierać zawsze Chrystusa. Jedna walka przegrana nie oznacza, że nie można zacząć od nowa. Milion walk przegranych to okazja by walczyć. Walczcie o miłość, tę prawdziwą, wybieracie dobro. Bądźcie szczęśliwi i tak blisko Boga jak możecie, gdyż zaznać szczęścia w Bogu to jest niczym ocean szczęścia, którego człowiek nie może pomieścić. Walczcie o wasze dusze i się nie poddawajcie! Pamiętajcie o prawdziwej miłości. Proście o nią Boga, proście i nie ustawajcie. Tylko wtedy będziecie naprawdę szczęśliwi. Starajcie się wierzyć i pragnąć, a Bóg wynagrodzi Wam wasze wysiłki i pragnienia. Jak nie w tym życiu, to w przyszłym.
Zostańcie z Bogiem i pokojem w sercu <3 Wiele dobra!
Komentarze
Prześlij komentarz